O wszystkim (Reklama: ,)
Daleko w dole, ponad szczytem Warowni Telgar, zalśniła w słońcu złocista iskra, oznajmiając przybycie Meranath. Wielki spiżowy smok z wdziękiem zawrócił na czubku skrzydła i zaczął pikować w stronę Weyru. Iantine miał wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko… Z wysokości widział o wiele więcej niż z ziemi: smoki śpiące w słońcu na skalnych półkach, młodych jeźdźców ćwiczących rzuty workami do ognistego kamienia i podnoszenie tychże, nawet weyrzątka przy porannej kąpieli smoków w jeziorze. Między nimi jest Debera. Próbował rozpoznać ją i Morath, ale odległość zacierała szczegóły. Dwa smoki, obydwa spiżowe, zajadały zdobycz w głębi doliny. Jakiś jeździec wyskoczył z pomiędzy tuż przy wartowniku, który szerokim gestem pozwolił mu lądować. Charanth także znalazł się nisko, rozpoznano go i powitano serdecznie. Iantine czuł, jak w wielkim smoczym brzuchu coś burczy. Czy smoki potrafią do siebie mówić na głos? Musiał mocniej przytrzymać obraz, w przeciwnym razie pęd opadania wyrwałby go z ręki. K’vin odwrócił głowę i spytał: Przy jaskini? Bardzo proszę przytaknął Iantine, walcząc z wyrywającym się dziełem. Prawdę mówiąc, nie zmartwiłby się, gdyby je stracił, ale musiałby wtedy zmarnować kolejną deskę. Przerzucił nogę nad smoczym grzbietem i jak najszybciej zsunął się po łapie smoka. Wielkie dzięki, K’vinie uśmiechnął się spoglądając do góry. Musiał dłonią osłonić oczy przed słońcem
